sobota, 22 marca 2014

Czternasty

Planowany powrót w okolicach 22:00 w wykonaniu dziewczyny wyglądał dość osobliwie. Na zegarku widniała 2:00, lecz jej nadal nie było w domu. Mężczyzna średnio co pół minuty zerkał w kierunku drzwi, lecz nadal widniała w nich jedynie przerażająca pustka. Pierwszą myślą w jego głowie było wybranie numeru alarmowego, lecz to posunięcie wykonał już szereg razy. Zostało mu tylko czekanie i pozytywne myślenie. Tylko czy w takich chwilach coś takiego, co zwiemy optymizmem ma jakikolwiek udowodniony sens? A może należało iść spać i nie przejmować się niczym? Chciał odpuścić setki razy. Szczerze pragnął zamienić jej życie w piekło pozbawione jakichkolwiek cieni radości. Ale dlaczego nadal spoglądał na drzwi, wyczekując jej pojawienia się? Nagle nieznany obiekt wyrywał go z świata myśli. Jego wierne psisko zaczęło ujadać, stawiając mężczyznę do pionu. Klucz w ogromnych drzwiach wydał z siebie charakterystyczny dźwięk, zwiastując nadejście gościa. Owym gościem okazała się osoba, której pojawienia się wyczekiwał. Jego złość sięgnęła zenitu, nerwowo kierując jego myślami i gestami.
- No któż nas zaszczycił! - wygłosił, teatralnie machając rękami w powietrzu. Ona jednak nie odpowiedziała nawet słowa. Zapaliła światło i po prostu przyjrzała mu się uważnie, wciąż stojąc w miejscu. Na jej twarzy malowała się obojętność. Powodowała ona nieprzyjemne dreszcze na skórze Portugalczyka, które jednak skrupulatnie wypierał z świadomości. - Shanti, wiesz która jest godzina? - zapytał już spokojniej, lecz nadal z wielkim żalem i pretensjami w głosie.
- Musiałam załatwić kilka spraw. - odparła cichym tonem, spuszczając głowę w geście pokory. - Po co na mnie czekałeś?
- Chciałem pogadać. - mruknął, chcąc podejść bliżej niej. Dziewczyna jednak szybko zrobiła krok w tył, chcąc uniknąć jego wzroku, dotyku, przyjemnego zapachu. Wszystkiego, co mogłoby ukazać jej największą słabość.
- Gadamy cały czas. - wypaliła bez namysłu, przechodząc obok niego. Usiadła na wielkiej kanapie, zakładając nogę na nogę. - Czego jeszcze chcesz ode mnie? - dodała, przypatrując mu się uważnie.
- Chcę jedynie prawdy. Prawdy, której zawsze mi odmawiasz. - warknął, zajmując miejsce na przeciw niej. Świdrował ją swoim wzrokiem, doprowadzając jej zmysły do skraju wytrzymałości. - Gdzie wtedy mieszkaliście? Jaki sobie poradziłaś? - wyrzucił z siebie tak bardzo powtarzane w myślach słowa.
- Jest późno, chcę spać. - wstała z miejsca, chcąc uciec z pomieszczenia jak najszybciej.
- Powiedz mi, jesteś mi to winna za to wszystko. - chwycił mocno jej dłoń, zmuszając ją do ponownego spoczynku na kanapie.
- Mieszkaliśmy gdzie popadnie. Ulica, domy znajomych, wszystko było lepsze niż życie z moimi rodzicami. Żeby przeżyć robiłam rzeczy, których będę żałować do końca życia, to chcesz usłyszeć?! - wydarła się na kompletnie zaszokowanego piłkarza.
- Czemu mi nie powiedziałaś?! - nie umiał pohamować złości. Nie czuł już nic więcej, kompletnie nic. - Przecież rzuciłbym to wszystko w cholerę, poszedł do jakiejś pracy! - uderzył pięścią w stolik, nie zważając nawet na ogromny ból, jaki był efektem tego posunięcia.
- Miałeś talent, nie mogłam ci tego zrobić. Ty mogłeś osiągnąć sukces, lepsze życie.. - mówiła drżącym głosem, nie umiejąc nawet spojrzeć w jego czekoladowe oczy. - Chciałam dać ci szansę na coś lepszego. - wyszeptała, oczekując z pokorą jego krzyków. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Mijały sekundy, minuty, a on nadal nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Jedynie schował twarz w dłonie, jakby chcąc odizolować się od tego świata. - Cristiano, powiedz mi coś.. - poprosiła nieśmiało, nie mogąc znieść tej cholernej ciszy. Ciszy, która była gorsza od największych obelg.
- Co mam powiedzieć? - pokręcił głową, śmiejąc się z niewiadomego nawet dla samego siebie powodu. - Jak bardzo cię nienawidzę? A może jak bardzo cię kocham? - przeniósł wzrok na jej twarz. - Mam już dość tego wszystkiego, chcę zostać sam. - obwieścił nagle, wstając z miejsca. Chwycił szybko sportową bluzę, którą założył na koszulkę z krótkim rękawem.
- Jest późno, co ty chcesz zrobić? - pytała cichym głosem, bacznie obserwując zmierzającego w kierunku wyjścia piłkarza.
- Chcę zrobić bardzo wiele, ale dziś jedynie idę do baru. Wrócę kiedyś tam. - odburknął, by następnie pozostawić po sobie jedynie głośny dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.

Minęła godzina. Niby było to jedynie 60 minut, lecz dla dziewczyny ten czas zdawał się przybierać formę nieskończoności. Leżała w swoim ogromnym łóżku, trzymając w ręku fiolkę z lekiem. W łóżku, które nadal miało zapach perfum mężczyzny. W myślach ciągle wracała do wydarzenia, które zmieniło tak wiele w ich reakcjach. Czuła się potworem, w końcu wykorzystała swojego najlepszego przyjaciela. No właśnie, lecz czy do końca tylko przyjaciela? W jej głowie ciągle krążyły słowa Iriny. Czy to możliwe, że kochała mężczyznę, który każdego dnia przysparzał jej tylu problemów? Czy można w ogóle kogoś kochać, choć naprawdę nawet go nie lubić? A może to tzw. przeznaczenie kieruje naszym sercem? Jeśli to okazałoby się prawdą miałaby chociaż do kogo wysłać list z zażaleniem na swój żywot. Blondynka znalazła pilot i postanowiła obejrzeć cokolwiek. Wiedziała, że myśli i tak nie pozwolą jej zasnąć. Wybrała pierwszy lepszy aktywny kanał i ujrzała na nim wywiad. Wywiad z samym diabłem. Czy to jeszcze zbieg okoliczności, a może już klątwa?
- Cristiano, co w tym momencie jest priorytetem w Twoim życiu? - pytała dziennikarka znanej stacji telewizyjnej. 
- W moim życiu zawsze priorytetem była rodzina. Pod tym względem nie zaszły żadne zmiany. Piłka jest nieodłącznym elementem tego, kim jestem, w końcu dała mi tak wiele, lecz rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu. - odparł z szerokim uśmiechem na ustach.
- Masz małego synka, to na pewno wielka zmiana w Twoim życiu. No właśnie, jak to jest być ojcem?
- Wiesz, to najcudowniejsza rola na świecie. Kocham być ojcem, kocham codziennie widzieć uśmiech na twarzy mojego synka, to naprawdę fantastyczne. Czasami bywa ciężko, ale radość dziecka wynagrodzi wszystko.
- A Irina? Kiedy zamierzacie powiększyć swoją rodzinę?
- Razem podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszego związku. Oczywiście rozstajemy się w pełnej zgodzie.
Shanti słysząc słowa mężczyzny jedynie prychnęła śmiechem. Fiolka w jej ręku zupełnie nie przypominała jej wspomnianej przez niego 'zgody'. Dziewczyna wciąż nie mogła zrozumieć skąd w Irinie tyle nienawiści, tyle jadu. Nie czuła w stosunku do kobiety jakichkolwiek przejawów miłosierdzia, lecz chciała chociaż znać prawdę. Z myśli jednak szybko wyrwało ją kolejne pytanie dziennikarki.
- Cristiano, ostatnio słyszymy dużo pogłosek na temat Twojego rzekomego transferu. Chcesz zmienić klub?
- Moim domem jest Madryt i tu chciałbym grać do końca mojego kontraktu, a może i kariery. Miałem kilka propozycji, lecz pieniądze to nie wszystko. Kocham ten klub i jestem dumny, że mogę go reprezentować.
- Ostatnio słyszeliśmy też plotki na temat Twojego konfliktu z klubem. Jak je ocenisz?
- Ja słyszałem plotki na temat lądowania obcych na Bałtyku, podobno mają zielone rogi i ogony. Co o tym sądzisz? - zapytał z przekąsem.
- No dobrze, więc na koniec 3 tzw. szybkie pytania od internautów. - odparła lekko speszona. - Ile chciałbyś mieć dzieci? Czy pamiętasz swojego pierwszego gola? Ulubiony film z produkcji ostatnich kilku lat?
- Na razie chcę się skupić na mojej dwójce. - roześmiał się wesoło. - Ale kocham dzieci, więc dużo. Jeszcze trójkę, a może więcej. - wyszczerzył dumnie swoje białe zęby. - Odnośnie gola, byłem wtedy zapewne bardzo młody, więc szczegółów nie pamiętam, ale zapewne cieszyłem się jak dureń. Tak, to musiało wyglądać komicznie. - znów się zaśmiał. - A film, hmm.. dobrze wspominam Anioły i Demony oraz nowego Bonda. Tak, lubię takie klimaty.
- Cristiano, dlaczego powiedziałeś, że masz dwójkę dzieci? - zapytała lekko zdezorientowana.
- Mam syna, którego poznałam niedawno, lecz chcę chronić tożsamość jego i jego matki, więc przepraszam, ale muszę już iść.
- No więc dziękuję za wywiad.
- Nie ma za co, miłego dnia.
Wciąż nie mogła przyswoić sobie słów mężczyzny. Nigdy nie podejrzewałaby go o taką otwartość, szczerość, o tak piękne słowa. W rezultacie telewizja zamiast pomóc jej ukoić nerwy sprawiła, że łzy znów wypełniały jej oczy. Jeszcze raz spojrzała na lek. Czy Cristiano zasłużył na taki los? A może nie jest aż taki straszny, a jego zachowanie to jedynie powłoka ochronna mająca chronić przed bólem? Wiedziała coraz mniej.

Dym wypalonych w hurtowych ilościach cygar roznosił się po sporym pomieszczeniu. Grała w nim głośna muzyka, a zgromadzeni gości skupieni byli na ruchach zgrabnych kobiet, które tańczyły na rurze. W rogu pomieszczenia siedziało dwóch mężczyzn. Różnili się jednak oni diametralnie. Jeden bawił się w najlepsze z piękną blondynką na swoich kolanach, a drugi z obojętnością analizował wygląd butelki whisky.
- Cristiano, może pójdziemy z paniami do hotelu? - mówił ten wesoły, wskazując na wianuszek kobiet dookoła nich. Kolega jednak nie odpowiedział. Jedynie odchylił głowę do tyłu, jakby chcąc przyjrzeć się detalom wymyślnego sufitu. - Ziemia do Cristiano! - ryknął pierwszy, popychając go z całej siły, czego efektem był jego upadek na zimne kafle. 
- Co?! Coś się stało?! - wypalił, rozglądając się nerwowo. - Pepe, daj mi w spokoju pomyśleć. - warknął, otrzepując swój bajecznie drogi strój z brudu.
- Kochanie, to jest klub nocny! - przypomniał mu kolega. - Tu przychodzi się po to, żeby nie myśleć.
- Kiedy ona traktuje mnie jak dziecko! - uniósł się, krzyżując ręce na piersi. - Mam już dość jej zachowania. Powinna mnie przeprosić i tak cudownie mnie dotykać.. - rozmarzył się, znów odrywając się od rzeczywistości.
- Stary, nie wiem kim jest ta dziewczyna, ale skończ o niej gadać, bo oboje skończymy w psychiatryku. - odparł mu naburmuszony do potęgi mężczyzna.
- To jest skomplikowane. - wzruszył ramionami, kładąc głowę na ramieniu pięknej blondynki, zapewne pracownicy klubu.
- Skomplikowane to jest równanie kwadratowe, ty po prostu nie chcesz zapomnieć! - wnioskował niczym wytrawny psycholog.
- Chcę zapomnieć! - zaprzeczył natychmiast. - Ona jest dla mnie nikim. - dodał już ciszej, jakby niepewnie.
- Nasz wielki Cristiano się zakochał, kur.. - stwierdził Kepler, ilustrując z niedowierzaniem twarz kolegi.
- Zakochał? Jakie zakochał? - prychnął śmiechem. Nie dopuszczał myśli o możliwości czucia czegokolwiek do osoby, która traktuje go jak psa. A może jego serce samo już wybrało? Nie, tego nie mógł zaakceptować. - Chodźmy do tego hotelu. - rzucił bez emocji, łapiąc delikatnie dłoń swojej blond towarzyszki.

Stała właśnie nad napojem mężczyzny. Napojem, który z pewnością miał zabrać na mecz. Lek, który jeszcze kilka sekund temu miała w dłoni mieszał się właśnie z zawartością butelki. Sądziła, że w swoim życiu przeżyła już wszystkie trudności, jakie tylko los mógł przygotować, lecz dzisiejszy dzień był czymś więcej. Jednym gestem pogrzebała wszystkie swoje szanse na przyszłość, zabiła teraźniejszość, do przeszłości znów dołożyła nowy bukiet błędów. Wiedziała jednak, że musiała go chronić. Nie spodziewała się zrozumienia, ale nie mogła pozwolić, by ktoś go skrzywdził. Lecz czy niszczeniem mu kariery sama tego nie zrobiła? Biła się z myślami. Wybrała jednak mniejsze zło, jak sama uważała. Schowała więc pustą fiolkę i już miała iść spać, gdy nagle usłyszała walenie do drzwi. Czyżby Cristiano? Otworzyła ostrożnie, lecz ujrzała kogoś diametralnie odmiennego.
- Wiedziałem, że tutaj cię znajdę. - parsknął śmiechem, mierząc ją wzrokiem. - Dobrze się bawisz z cudownym Ronaldo? - dodał, wymawiając nazwisko piłkarza z pogardą. Szybko rozpoznała, że dzisiejszego wieczoru musiał wypić pół barku.
- David, Cristiano nawet nie ma w domu. Jestem z synem, a ty jesteś pijany, idź sobie. - warknęła, próbując zatrzasnąć przed nim drzwi. On jednak bez jakiejkolwiek zgody wtargnął do środka. Widziała w jego oczach ten dziwny blask, powodujący dreszcze przerażenia na jej drobnym ciele. Podszedł do niej, ilustrując dokładnie każdy fragment jej ciała tępym wzrokiem.
- Jesteś niewdzięczna. - wybełkotał, delikatnie dotykając dłonią jej policzka.
- David, powinieneś sobie iść. Jesteś pod wpływem emocji. - zrobiła krok w tył, nie widząc czego ma się spodziewać. On jednak podążył za nią.
- Zamknij się! - wymierzył jej cios w policzek. Upadła. Upadła na zimną podłogę, czując ogromny ból, fizyczny jak i psychiczny.
- Wyjdź stąd! Natychmiast!- wrzasnęła, próbując powstrzymać łzy. Mężczyzna otrzepał marynarkę, patrząc na nią z góry. W jego wyrazie twarzy nie występowały jakiekolwiek wyrzuty sumienia, królowała duma.
- Z nami koniec. - rzucił na odchodne, z powagą opuszczając dom.

Smukła dziewczyna leżała przed jego obliczem, będąc gotową na każdy jego rozkaz. Była całkowicie naga, a jej ciało połyskiwało, zachęcając do grzesznych myśli. Mógł zrobić z nią wszystko, dosłownie wszystko, co tylko wpadłoby mu do głowy, lecz on jedynie siedział w fotelu, podziwiając jej ruchy na wielkim łóżku.
- Cristiano, chodź tu wreszcie. - prosiła, uśmiechając się figlarnie.
- Shanti ma mniejszy tyłek, ale on jest taki piękny.. - westchnął, znów zerkając na swój telefon.
- Zamawiasz najlepszą dziewczynę w mieście, a myślisz o jakiejś tam Shanti?! - oburzyła się właścicielka wielkich silikonów.
- Płacę więcej niż twoi klienci razem wzięci, więc nie powinno cię to interesować. - mruknął pod nosem, zmierzając w kierunku hotelowego okna. Oparł się o nie, próbując zakopać myśli gdzieś po środku pięknego, madryckiego krajobrazu.
- Jesteś strasznie dziwny. - stwierdziła, okrywając swoje zgrabne ciało kocem. - Ale jak już tu jesteśmy to może powiesz mi coś o tej Shanti? - zaproponowała, siadając po turecku.
- Prostytutka i do tego psycholog? Widzę rozszerzacie asortyment. - prychnął śmiechem, negując pomysł rozmowy. Nie potrzebował rad od nikogo. W końcu co oni mogli o nim wiedzieć?
- Tak, dziś oferta 2 in 1. - zaśmiała się, wskazując mu miejsce obok siebie. - No chodź, nie gryzę. - uśmiechnęła się przyjaźnie. Mężczyzna niechętnie zajął miejsce obok właścicielki atutów rodem wyrwanych z Kim Kardashian. Sam nie wiedział, co jest tego powodem. Może chęć zwierzenia się komukolwiek?
- Co chcesz wiedzieć? - odburknął, siląc się na obojętność.
- Wszystko. - zażądała zdecydowanie. Mężczyzna jej żądanie spełnił. Opowiadał wszystko, co czuł, co się wydarzyło, co chciał, by się wydarzyło. W końcu czuł, że ktoś go słuchać i co najważniejsze, nawet nie próbuje go oceniać. Z każdym wypowiedzianym słowem na jego twarzy pojawiał się jednak coraz większy smutek. Czym był on spowodowany? Zapewne bezradnością. Nie mógł zrobić nic, co przywróciłoby dawne czasy, a bynajmniej takie miał wrażenie.
- No to na tyle. - zakończył swój wywód po jakiś pięciu minutach. Spojrzał na twarz dziewczyny, jakby chcąc w niej zobaczyć podobny stan, w jakim sam przybywał. Ujrzał jednak jedynie salwy śmiechu.
- Niby bogaty i przystojny, a idiota jak każdy facet. - wypaliła, przywracając teatralnie swoim ogromnymi oczami.
- Wypraszam sobie. - warknął, w pośpiechu wstając z miejsca. - Wiedziałem, że mówienie ci o czymkolwiek to durny pomysł. - dodał, ubierając w pośpiechu kurtkę.
- Cristiano, nie bój się miłości, to cudowne uczucie. Chociaż raz w życiu schowaj dumę do kieszeni i powiedz jej prawdę. - usłyszał z jej ust. Nie odpowiedział jednak nic. Rzucił na stolik 5 tysięcy i opuścił pokój w milczeniu. Idąc ulicami niezwykle mroczego dziś miasta, wciąż nie mógł przyswoić sobie słów kobiety. Jak to kochał Shanti? On i miłość? Nie, ona nic o nim nie wie, nie może nic o nim wiedzieć. Nagle usłyszał dźwięk sms'a. Sięgnął do kieszeni, by następnie odczytać słowa osoby, która była zabójcą jego humoru.
"Cristiano, chciałam cię tylko przeprosić. Wiem, że nie chcesz mnie teraz widzieć, ale przepraszam za wszystko, co ci zrobiłam. Nie rób głupot, proszę.. "

Do domu powrócił nad ranem. W środku spodziewał się wszystkiego, lecz śpiącej na jego kanapie dziewczyny nie przewidział. Wschodzące słońce delikatnie oświetlało jej twarz, podkreślając bladość jej cery. Usiadł na skraju siedziska, chcąc przyjrzeć się jej uważniej. Wyglądała niczym anioł, a delikatny uśmiech na jej twarzy sprawiał, że serce mężczyzny również się radowało. Położył delikatnie dłoń na jej policzku, zbliżając usta do jej twarzy.
- Dzień dobry, mamy śliczny dzień, a obok ciebie siedzi cudowny mężczyzna. - wyszeptał, uśmiechając się wesoło.
- Cristiano? Gdzie byłeś? - odparła, ocierając zaspane oczy, które niemiłosiernie raziły promienie słońca. - Która jest godzina tak w ogóle?
- Jest godzina 6:00, w sam raz na śniadanie, spakowanie rzeczy i udanie się na samolot, by obejrzeć mój mecz. - zażartował, lecz po chwili cały uśmiech uciekł z jego umysłu. Dopiero teraz, gdy odwróciła głowę zauważył jej podbite oko. - Co to ma znaczyć? - zapytał stanowczym tonem, mocno zaciskając swoją pięść.
- To nic takiego, zwykły wypadek.. - wymyśliła na poczekaniu.
- Mający na imię David? - prychnął śmiechem, kręcąc głową na boki. - Ja go zabiję. - dodał, wstając z miejsca. - Zabiję skurwiela! - wrzasnął, spychając wazon, który stał na szafce na podłogę.
- Cristiano, nie musisz się o mnie martwić, przestań.. - mruknęła, widząc, jak mężczyzna zmierza w kierunku drzwi.
- Trzeba mi było o tym powiedzieć 20 kilka lat temu. - trzasnął drzwiami, kompletnie ignorując jej zdanie. Emocje znów wygrały z rozsądkiem. Czyżby jednak kochał?

______________

Rozdział moim zdaniem w miarę dobry, choć zadowolona nadal nie jestem (czyli jest po staremu ) xd
Bla, bla, bla.. kibicujcie Królewskim w jutrzejszym meczu, niech wygrają dla naszego cudownego Jese, jak planowali <3
I miłego czytania ;**

wtorek, 18 marca 2014

Trzynasty

Świt zawitał w zastraszająco szybkim tempie. Rzucił swoje promienie na obolałą twarz mężczyzny. Ten jednak zupełnie nie cieszył się ze słonecznego dnia. Przetarł oczy, próbując przypomnieć sobie choć fragment wczorajszego dnia. Pamięć jednak odmawiała współpracy, a zmysły krążyły jedynie wokół okropnego bólu. Piłkarz jakimś cudem zdołał zwlec się z łóżka, lecz bolały go nawet włosy. Powędrował do łazienki, gdzie uświadomił sobie, jak fatalnie wygląda. Tłuste i to wcale nie od nadmiaru żelu włosy, podkrążone oczy, wielka rana nad lewą powieką, to wszystko tworzyło obraz wraku człowieka. Nie był w stanie określić nawet w jaki sposób krwista rana pojawiła się na jego twarzy, nie mówiąc nawet o tym, w jaki sposób znalazł się w łóżku. Postanowił jednak o tym nie myśleć. Założył na głowę futrzaną czapkę, by nikt nie ujrzał jego fatalnej fryzury i udał się po coś do zjedzenia. W lodówce zastał jedynie karton mleka i stary ser. Nie był to posiłek jego marzeń, jednak nie miał większego wyboru. Chwycił wszystko, lecz momentalnie całe jedzenie wypadło mu z rąk. Spoglądał na postać przed swoimi oczami niczym głupek roku, nie mogąc ułożyć nawet jednego zdania.
- Nadal lubisz świeże bułeczki i dżem wiśniowy? - zapytała swoim anielskim głosem, stawiając na blacie torbę wypełnioną zakupami. - Kupiłam też sok pomarańczowy i jakieś tabletki. Powinny ci pomóc doprowadzić się do pożądku, zanim zacznie się trening. - uśmiechnęła się promiennie, usadzając kompletnie zaszokowanego piłkarza przy blacie.
- Czy ty coś brałaś? - wypalił, wciąż nie mogąc nic zrozumieć. Świdrował jej twarz swoimi czekoladowymi oczami, niczym wytrawny policjant.
- Cristiano, nie narzekaj, tylko otwieraj usta i próbuj. - zaśmiała się, podsuwając mu pod nos talerz wypełniony różnego rodzaju pieczywem.
- Shan, na pewno wszystko jest w porządku? - zaniepokoił się. - Zachowujesz się zupełnie, jak nie ty. - dodał pod nosem, obserwując swoje śniadanie.
- Pijaczyno, nie narzekaj, tylko jedz szybko, bo za godzinę masz trening, a musisz się jeszcze umyć i zakopać w ogrodzie tą okropną czapkę, by nikt jej nie znalazł. - usiadła na przeciw niego, ukazując rządek swoich białych zębów.
- Zadziwiasz mnie. - stwierdził nieśmiało, by następnie rozpocząć konsumpcję śniadania.
- Po prostu chcę coś dla ciebie zrobić. Czy to naprawdę aż taka nieprawdopodobna historia? - udała obrażoną, nalewając mężczyźnie świeżego soczku.
- Możesz mi wymasować plecy. Od tej kanapy mam poważne problemy z ich zdrowiem. - zażartował, przeżuwając zbożową bułkę.
- Cristiano.. - mruknęła pod nosem, stając za nim. Położyła dłonie na jego plecach, delikatnie przesuwając je wzdłuż ich powierzchni. - Wiesz, rozmawiałam dziś z facetem, który miał robić remont i do końca tygodnia wszystko będzie gotowe. - poinformowała cichym głosem, kontynuując masaż. Włożyła dłonie pod jego koszulę, by dokładnie poczuć ciepło jego cudownie zbudowanego ciała. - I tak myślałam.. do czasu zakończenia prac możesz spać ze mną. Łóżko jest spore, a my jesteśmy dorośli.. - zbliżyła twarz do jego szyi, wdychając cudowny zapach jego męskich perfum.
- Shanti, coś się stało, prawda? - bardziej stwierdził niż zapytał, smutno zwieszając głowę. Chwycił delikatnie jej dłoń, czekając na prawdę. Jednak dziewczyna postanowiła znów go zaszokować. Usiadła na jego kolanach, oplatając rękami jego kark.
- Kochanie, jesteś po prostu nieznośny. - mruknęła, marszcząc czoło. - Chcę tylko uczynić cię szczęśliwym. - dodała szeptem, zbliżając usta do jego ciepłych warg. Całowała je z wielką czułością, jakby chcąc wyrzucić z umysłu mężczyzny wszystkie protesty. Ten szybko spełnił prośbę. Posadził ją na blacie, pieszcząc swoimi silnymi dłońmi jej seksowne uda. Po chwili jej koszulka leżała już obok stanika na zimnej posadzce. Portugalczyk skupił wszystkie swoje myśli na piersiach, które całował z dużą starannością, dbając, by każdy ich fragment otrzymał identyczną ilość czułości. Wszystkie zmysły dwójki krążyły dookoła ogromnego podniecenia, które opętało ich umysły. Dziewczyna szybko odnalazła drogę do jego rozporka, lecz zamiast spodziewanej akceptacji mężczyzna zrobił krok w tył.
- A co z tym twoim Francuzem? - wyrzucił z siebie, wciąż skupiając wzrok na jej nagich piersiach.
- Cristiano, a widzisz go gdzieś tutaj? - zapytała z przekąsem, przyciągając go do siebie. Spojrzała w jego czekoladowe oczy przepełnione iskierkami namiętności. - Teraz liczysz się jedynie ty i twoje potrzeby. - uśmiechnęła się zniewalająco, mówiąc te słowa wprost do jego ust.
- Moje potrzeby? - zaśmiał się łobuzersko, odtwarzając w myślach swoje wszystkie fantazje na temat dziewczyny. - Cieszę się, że w końcu przestałaś udawać, że mnie nie pragniesz. - stwierdził z zadowoleniem, obejmując dłońmi jej talię. Wciąż patrzył w jej piersi, nie mogąc nasycić się ich widokiem.
- Cichutko już. - położyła palec na jego ustach, prowadząc mężczyznę do krytego basenu, który posiadali na własność. Z każdym krokiem na jej delikatnym ciele pozostawało coraz mniej odzieży. Gdy dotarli do ogromnego pomieszczenia miała już na sobie jedynie cienkie stringi. Powoli zanurzyła się w przejrzystej toni, czując przy sobie gorące ciało mężczyzny. Ciało, którego tak bardzo pożądała. Ciało, które jednym ruchem przyparło ją do ściany basenu, usuwając powoli ostani element jej garderoby. Jego dłonie znalazły miejsce na jej policzkach, których dotykały z niezwykłą delikatnością.
- Już zawsze będziesz moja. - wyszeptał czułym głosem, łącząc ich ciała w jedność. Nie pozwolił jej na żadne odpowiedzi, myśli, na cokolwiek. W końcu miał ją jedynie na wyłączność. Całował jej malinowe usta, wciąż pogrążając się w morzu rozkoszy, czuł jej dłonie na swoim torsie. Wszystko, co robiła doprowadzało go do obłędu. Świat przestał istnieć dla ich obu. Byli w swoim wyimaginowanym świecie.

Był pierwszym widokiem, jaki po przebudzeniu ujrzały jej zielone oczy. Uśmiechał się nieznacznie, odgarniając delikatnie kosmyk jej miękkich włosów, który zasłaniał jej piękną twarz. Widział w jej uśmiechu wszystko. Wszystko, co dawało mu szczęście. Zbliżył swoje wargi do jej ust, chcąc znów zanurzyć się w ich słodkim smaku. Spotkał się jednak z niechęcią. Dziewczyna zwróciła głowę w przeciwnym kierunku, napełniając jego serce strachem.
- Myślałem, że ci się podobało.. - zaczął cichym głosem, próbując chwycić jej dłoń. Ona jednak oddaliła się od niego, wzrok topiąc w suficie.
- Więc nie myśl tyle, nie wychodzi ci to. - mruknęła, siadając na krawędzi łóżka. W pośpiechu zaczęła ubierać rzeczy, które leżały na podłodze.
- Co przepraszam? - wciąż nie mógł zrozumieć. - Przestań tak mówić. Sama w to nie wierzysz.. - dodał szeptem, obserwując jak wiąże w zgrabny kucyk swoje długie włosy.
- To ty przestań wyobrażać sobie, że jesteś królem świata. - prychnęła śmiechem, spoglądając na niego z góry. - Prawda jest taka, że jesteś fatalny i zawsze będziesz. - stwierdziła, zachowując kamienny wyraz twarzy. Wyraz twarzy, który go przerażał. Zabrała swoje rzeczy i zniknęła z pomieszczenia. Zostawiła po sobie jedynie wielki ból w sercu mężczyzny. Nie był w stanie pozbierać myśli. Nie był nawet w stanie wypowiedzieć choćby jednego słowa. Powinien nienawidzić, lecz nie potrafił. Czuł jedynie ogromny smutek, który niczym zakaźny wirus wypełniał każdy fragment jego świadomości.
Gdy zaszedł do salonu jej już nie było. Zostawiła kartkę, mówiącą o jej spodziewanym powrocie w okolicach 22:00. Szybko doszedł do wnioski, że zapewne zaplanowała cudowny dzień w ramionach Francuza. Nienawidził mężczyzny z całego serca. Bez wahania zanurzyłby nóż w jego fałszywym sercu. Zamiast broni chwycił jednak telefon.
- Dzień dobry, Cristiano. - odebrała przyjaźnie nastawiona kobieta. - Czy coś się stało? - szybko przeszła do konkretów.
- Chciałbym odzyskać prawa rodzicielskie do syna. Długo to potrwa? - zapytał bez zbędnych ceregieli.
- Jeśli porozumiesz się z jego matką może pójść dość szybko. - odparła po chwili namysłu.
- Nie da się jej jakoś obejść? - westchnął cicho. - Nie chcę, żeby młody miał kontakt z jej partnerem. - dodał, zaciskając mocno swoją pięść.
- Wtedy opieka społeczna będzie musiała wystawić opinię i będziemy musieli zaangażować sąd..
- Przygotuj pozew. Chcę, żeby miała prawa, ale on ma zostać ze mną. - wyłączył telefon, próbując wydobyć z głębi swojej duszy choć mały uśmiech. Nie był jednak z siebie dumny. Opadł na salonową kanapę, chowając twarz w dłonie. Chciał tylko, by świat okazał się głupim żartem. Ten jednak znów postawił go przed kolejnym wyzwaniem. Usłyszał dźwięk klucza w drzwiach wejściowych. Szybko wyłonili się z nich jego synowie. Ich potargane włosy i wory pod oczami jasno wskazywały, że marzą jedynie o łóżku.
- Cześć, Cristiano! - rzucił starszy, odbierając kurs o nazwie lodówka. Młodszy za to usiadł obok ojca, wesoło szczerząc się w jego kierunku.
- Widzieliśmy cię w telewizorze. - obwieścił natychmiast.
- Cholera, cicho bądź! - przerwał mu nastolatek, idąc w ich kierunku z niezłym zapasem jedzenia.
- Xavi, w tym domu zasadniczo nie przeklinamy.. - wtrącił ich ojciec, nie kryjąc jednak obojętności.
- Będę pamiętał na przyszłość. - mruknął pod nosem, zabierając się za konsumpcję śniadania. Jednak zdążył wziąć do ust zaledwie kawałek, a Junior już zaczął swoją opowieść.
- Bo tam mówili, że jakiś ktoś mówił, że chodzi plotka, że mówią o tobie, że..
- Młody za dużo atrakcji miał w nocy, nie słuchaj go! - przerwał mu brat, zasłaniając chłopcu usta dłonią.
- Xavi, co mówili? - warknął piłkarz, chcąc w końcu dowiedzieć się prawdy.
- Że w domu na porządku dziennym jest regularna orgia i mają na to taśmy. - westchnął, opuszczając smutno głowę.
- Kur**.. - podsumował obiekt plotek, ocierając mokrą od potu twarz. Teraz z całą pewnością mógł powiedzieć, że był to jeden z najgorszych dni w jego życiu.
- Fajne, co nie?! - roześmiał się młody Cristiano.
- Podobno w tym domu nie przeklinamy. - nie omieszkał zauważyć Xavier, miażdżąc ojca wzrokiem.
- Czasami w życiu człowieka są takie chwile, że naprawdę zasady schodzą na plan dalszy. - mruknął pod nosem, krzyżując ręce na piersi. - I synku, uwierz mi, że to nic fajnego. - dodał w stronę Juniora. - Pójdziesz do swojego pokoju? - poprosił, chcąc mieć czas na zebranie myśli.
- Nie pójdę! - odparł czteroletek, wojowniczo opierając ręce na biodrach.
- Młody, a może jednak? - brat posłał mu wymowną minę.
- No dobra, pójdę. - westchnął, zbierając się na górę. - Ale nie jestem dzieckiem już! - dołączył plik pretensji, dreptając smutno po drewnianych schodach. Po chwili zniknął na dobre, zostawiając starszych Aveiro samych. Spoglądali na siebie bez słów, próbując znaleźć odpowiednie słowa. Każdy miał w głowie miliony sprzecznych myśli, lecz tylko jeden miał odwagę zrobić cokolwiek.
- Cristiano, a gdzie jest mama? - zapytał nieśmiało, siadając blisko ojca. - Ona na pewno by ci jakoś pomogła..
- Nie potrzebuję od niej niczego. - warknął, chowając dłonie do kieszeni. - A wróci wieczorem, miała plany. - prychnął śmiechem. Już na samą myśl o niej i Francuzie miał mdłości.
- Jest z Davidem, tak? - nastolatek trafił w sendo sprawy, wypowiadając imię ojczyma wręcz z odrazą. - Też uważam, że to dupek, nie jesteś sam. - dodał pod nosem.
- Czemu tak go nie lubisz? - zaciekawił się natychmiast. - Myślałem, że jest dla ciebie jak ojciec.. - wyjaśnił cichym głosem.
- On zawsze widział we mnie przeszkodę. Mama powinna być z tobą, a nie z takim pajacem. - stwierdził z powagą, obserwując twarz mężczyzny. Zobaczył na niej uśmiech. Krótkotrwały i delikatny, ale na pewno szczery.
- Ale wybrała jego. - szybko posmutniał, szpachlując wzrokiem dywan pod swoimi stopami. Nie wierzył już w happy end. Trudno było mu wierzyć w cokolwiek. - Xavi, może pojedziemy gdzieś razem? Mamy w końcu cały dzień. - zaproponował, próbując zmienić temat. Chciał choć na chwile zapomnieć o otaczającym go świecie, cieszyć się obecnością swoich synów.
- Może weźmiemy Juniora do zoo? - wypalił bez namysłu, nawet nie próbując ukryć radości, która opanowała jego umysł. - Z tobą na pewno pozwolą mam wejść do zwierząt i nakarmić lwa! - rozmarzył się, obserwując przerażoną minę ojca.
- Lwa? - powtórzył, głośno przełykając ślinę.
- Tato, będzie cudownie, zobaczysz! - krzyknął nastolatek, będąc już w połowie drogi do pokoju przedszkolaka.

Godzinę później cała trójka z zaciekawieniem przechadzała się alejami miejskiego zoo. Dookoła roztaczało się morze ludności, które otaczało ich z każdej możliwej strony, próbując być jak najbliżej swojego idola. Trójka jednak starała się cieszyć rodzinnymi chwilami. Dzięki niskiej moralności obsługi otrzymali pozwolenie na odwiedzenie jednego zwierzęcia. Miły staruszek kazał wybrać je chłopom, a Cristiano już wiedział, że będzie to przerażające doświadczenie. Nigdy nie przepadał za zwierzętami, nie licząc psów i kotów. W sumie napełniały one go niezrozumiałym dla innych lękiem. Dlatego też wolał zachować bezpieczny dystans, a nie spoglądać w oczy drapieżnika.
- Tato, kupi mi takiego!! - darła się jego najmłodsza pociecha, gładząc dłonią ogromnego pytona.
- Jest boski! - wtórowała mu druga.
- Czemu nie mogliście wybrać sobie muzeum?! - rzucił z wyrzutem, odsuwając się najdalej, jak to tylko możliwe. Wciąż miał wrażenie, że ogromny gad upatruje w nim swój obiad.
- Tato, taki zwierzak na pewno rozbudziłby naszą fascynację światem biologii i mikroorganizmów. - wygłosił Xavier, z zachwytem oglądając węża o imieniu Pluto.
- 'Tato'? - zdziwił się Junior, spoglądając na nich swoim dużymi oczkami.
- Junior, ja się pomyliłem. Tylko tylko zwykła pomyłka.. - nastolatek próbował odwołać swoje słowa. Piłkarz jednak podszedł bliżej i po prostu przytulił każdego z osobna. Mocno i szczerze, jakby chcąc pokazać im, że jego miłość w stosunku do nich jest najważniejsza.
- Chłopcy, jesteście rodzeństwem. - powiedział cichym głosem, oczekując ze strachem ich reakcji. Ona jednak była zupełnie inna niż się spodziewał. Junior chwycił dłoń mężczyzny, posyłając mu swój cudowny uśmiech. Uśmiech, który był dla niego cenniejszy niż miliardy dolarów, niż wszystko.
- Czyli teraz będziemy już razem mieszkali razem? - zapytał z nadzieją w swoim cieniutkim głosiku. - Bo fajnie mieć takiego brata. - dodał, szczerząc się w stronę Xaviera.
- Młody, ja się nigdzie nie wybieram, spokojnie. - poczochrał włosy braciszka, śmiejąc się wesoło.
- Dobra, idziemy stąd? Niedaleko są pyszne lody. - zaproponował ich ojciec, próbując nie rozczulić się do reszty. Gdy patrzył na swoich synów było to bardzo trudne. Łzy wzruszenia same atakowały jego oczy, jak gdyby żyły własnym życiem.
- Tylko pożegnamy się z Pluto. - odparli zgodnie, idąc do swojego nowego przyjaciela. Przytulili go mocno, nie szczędząc zwierzęciu słów miłości.
Jedynie piłkarz stał z boku, wciąż bojąc się ogromnego gada.
- Cieszcie się tym widokiem, bo staruszek niedługo zostanie uśpiony. - wtrącił pracownik zoo, odbierając od dzieci metrowego zwierzaka. Wsadził go do małej klatki, w której biedaczysko ledwo się mieściło.
- Po moim trupie! - wykrzyczał Junior, wojowniczo zaciskając swoje małe pięści. - Mordercy! - uderzył starszego faceta prosto w krocze, nie zważając na możliwe konsekwencje. Widząc jednak złość na twarzy nieznajomego natychmiast schował się za plecami ojca.
- Przepraszam Pana, to tylko dziecko, on nie wie, co robi.. - zawodnik Realu próbował usprawiedliwić swoją pociechę, wciąż nie mogąc uwierzyć w jego zachowanie.
- Za co niby go przepraszasz?! Wstrętny, bezduszny dziad! - swoje 3 gorsze wtrącił Xavier.
- Chłopaki, macie przeprosić! - wrzasnął, próbując przywołać synów do pionu.
- Ile chcecie za tego węża? - nastolatek ani myślał odpuścić. - Nie pozwolimy go uśmiercić, prawda tatusiu? - spojrzał na Cristiano, próbując przekonać go smutkiem, jaki wyrażać miała jego mina zbitego psa.
- To nie jest sklep zoologiczny dla rozpieszczonych bogaczy. Proszę opuścić nasze zoo! - staruszek wskazał trójce wejście, nawet nie ukrywając wściekłości.
- Chłopaki, chodźcie.. - mruknął piłkarz, ruszając we wskazanym kierunku. Gdy zauważył, że synowie wciąż nie ruszyli z miejsca powtórzył rozkaz, ale tym razem o wiele bardziej zdecydowanie. - Wychodzimy! - wrzasnął, chwytając mocno ich dłonie. Ci podarowali mu spojrzenie pełne złości, lecz mimo wszystko posłuchali. Nie odzywali się do niego całą drogę do auta, nawet nie spojrzeli w jego kierunku. Cristiano znów został tym najgorszym, ale czy słusznie? Może był fatalny we wszystkim? Nie był w stanie stwierdzić tego jednoznacznie, lecz właśnie takie miał teraz uczucie. Każde zawiste spojrzenie synów powodowało w jego sercu niewyobrażalny ból. Chciał go odogonić, ale ten zawsze wygrywał.
- Masz krew na rękach. - usłyszał z ust Xaviera. Teraz już wiedział na pewno. Wiedział, że dziewczyna miała rację, był fatalny.

Pot wolnym strumieniem spływał po jej bladym czole. Nigdy nie czuła się tak fatalnie, lecz była pewna swojej decyzji. Musiała ją podjąć dla dobra wszystkich. Stała na starym moście, spoglądając na rzekę, która spokojnym tempem przepływała pod jej stopami. Wydawała jej się taka mistyczna, taka piękna. Po prostu płynęła swoim biegiem, nie musząc martwić się niczym. Była zupełnym przeciwieństwem jej samej. Odwróciła się od wody, chcąc przeszukać wzrokiem okolicę. Dostrzegła osobę, której pojawienia oczekiwała. Jak zwykle perfekcyjna Rosjanka oparła się o barierkę, podziwiając piękno natury. W ręku miała kolejną kopertę. Kopertę, która mroziła krew w żyłach blondynki.
- Nienawidzi mnie tak, jak chciałaś. - Shanti zaczęła cichym głosem. - Teraz w końcu zostawisz nas w spokoju? - zapytała, naiwnie licząc, że bezwzględna kobieta w końcu odpuści. Ta jednak szybko wybuchła śmiechem.
- Ty go kochasz. - wywnioskowała, kiwając głową na boki. - To takie urocze, zaraz będę płakać. - dodała z przekąsem, mierząc ją wzrokiem pełnym pogardy.
- Miałaś odpuścić! - krzyknęła, próbując powstrzymać się od łez. Wszystko, co zrobiła okazało się pójść na marne. Przykre słowa w kierunku Cristiano, jego smutek, który tak bardzo ją ranił. Wszystko nie miało już żadnej wartości.
- Ale zmieniłam zdanie. - przewróciła oczami, wyciągając z koperty małą ampułkę z nieznaną zawartością. - Podasz mu to, a jakby ci się jednak uruchomiły wyrzuty sumienia pamiętaj, że mam wszystko, by móc go zniszczyć. - wręczyła dziewczynie lek, wydymając z zadowoleniem swoje usta.
- Co to jest? - blondynka wciąż nie mogła zrozumieć planu modelki. Spoglądała na nią z przerażeniem, chcąc jedynie móc obudzić się z tego koszmaru.
- Środek zwany efedryną*, choć ja wolę go nazywać pożegnaniem z karierą piłkarzyka. - odparła z uśmiechem. Uśmiechem i ogromną dumą na ustach. - I zrobisz to, bo inaczej świat zobaczy takie widoki. - przedstawiła jej dwa zdjęcia. Na pierwszym był Cristiano, a z nim kobieta. Była prawie naga, siedziała na jego kolanach, całowała jego usta. Jednak drugie było o wiele gorsze. Skrywało widok, który potrafił zmrozić krew w żyłach. Widok, którego wyjście na światło dzienne mogło mieć niewyobrażalne konsekwencje.

_____________

* Efedryna - substancja uważana za doping.

Poprzedni rozdział był całkiem dobry, lecz ten to prawdziwa trzynastka. Zmieniany, poprawiany.. w efekcie widać, co zostało.
Za ten grzech bardzo przepraszam, proszę o wybaczenie i pokutę.
No i do następnego <3
XOOO

środa, 12 marca 2014

Dwunasty

Działanie alkoholu w istocie rzeczy to tłumienie czynności nerwowej, polegające na spowolnieniu przekaźnictwa neurohormonalnego. Właśnie dlatego u osób, które zdecydują się na wypicie tak popularnego środka pojawia się uczucie rozluźnienia, lekkości, euforii. Jednak alkohol jedynie tłumi emocje, nie rozwiązuje problemów. Niektórzy sięgają po niego, widząc w nim panaceum na wszystkie swoje lęki, lecz szybko zaliczają spotkanie z smutnym, realnym światem. Choć w przypadku napastnika Królewskich to spotkanie nastąpiło w sposób dość nieoczekiwany i nad wyraz szybki.
- Ku*wa, kto tu nastawiał tych szafek? - wybełkotał ostatkiem sił, pocierając ranne żebra. Leżał na zimnej podłodze, nie mając siły na wykonanie najmniejszego ruchu. Przed oczami miał jedynie rozmazany obraz, który wydawał się dużą, kolorową plamą. Alkohol zdecydowanie przejął jego umysł, niczym terrorysta niszcząc każdy jego fragment. Nagle jednak zaczął działać w sposób niestandardowy. Mężczyzna ujrzał w drzwiach postać, którą przecież tak dobrze znał. Tym razem jednak wyglądała całkowicie inaczej. Była smutna, pokryta czarnym tuszem, który spływał po jej twarzy razem z potokiem łez. Podniósł się na łokciach, jakby chcąc dojrzeć każdy szczegół. Wciąż nie mógł zrozumieć dlaczego widzi akurat tą postać. Przecież umiał o niej nie myśleć, umiał żyć swoim życiem. Więc dlaczego umysł stworzył przed nim właśnie tą zjawę? Resztkami sił przyczołgał się bliżej niej, jakby chcąc się upewnić, że na pewno jest jedynie dziwnym wyobrażeniem jego chorej psychiki. Zanim jednak zdążył dotknąć choćby mały fragment jej ciała, usłyszał jej delikatny głos.
- Cristiano, co ty z siebie zrobiłeś? - westchnęła, spoglądając na kompletnie pijanego mężczyznę. Wydawała się przy tym tak bardzo nierealna, tak bardzo piękna. Niczym anioł stróż, biały wysłannik niebios stała nad nim ze swoim grymasem na twarzy. On jednak nie miał odwagi, by powiedzieć jej choćby słowo. Jedynie spuścił wzrok, chcąc zapaść się pod powierzchnię ziemi. - Przecież nigdy nie piłeś, gardziłeś każdym, kto sięga po alkohol. Cristiano, co się z tobą stało przez te lata? - kontynuowała, siadając obok niego, na twardej i zimnej podłodze. Położyła jego głowę na swoich kolanach, gładząc delikatnie jego wyjątkowo pozbawione żelu włosy. Było mu tak przyjemnie, tak bezpiecznie.
- Widać zmieniłem się. - odburknął, jakby chcąc urwać ten temat. Zamknął swoje czekoladowe oczy, odpływając pod wpływem jej ciepłych dłoni. Chciał, by trwało to wiecznie, by świat okazał się jedynie złym snem. 
- Cristiano, powiedz mi prawdę, dlaczego to zrobiłeś? - nie dawała za wygraną. Wzięła jego twarz w dłonie, zmuszając go do spojrzenia w swoje zielone oczy. Ujrzał w nich smutek, po prostu smutek, który niczym zakaźny wirus wkradł się do jego serca.
- Nie chcesz znać prawdy. - odparł słabym głosem, chwytając delikatnie jej dłoń. Zbliżył ją do swojego serca, które waliło niczym oszalałe. - Gdzie jest ten twój Francuz? Czemu z nim nie jesteś? - zapytał z wyrzutem.
- Został w hotelu. - przyznała, odwracając wzrok, jakby chciała coś ukryć.
- Shan, błagam cię, Shan.. - położył dłoń na jej zimnym policzku, by zmusić ją do zbliżenia się do swojej twarzy. - Nie ufaj temu człowiekowi, on nie jest tak krystaliczny, jak ci się wydaje. - wyszeptał wprost do jej ust. Chciał znów poczuć ich słodki smak, który tak bardzo go uszczęśliwiał. Dotknął swoimi wargami jej gorących ust, lecz dziewczyna momentalnie odwróciła głowę, niczym anioł śmierci wysysając z niego całą energię.
- Cris, kochany.. - otarła jego mokre od potu czoło swoją delikatną dłonią. - To nie ma racji bytu. - stwierdziła cichym głosem. Tak cichym, jakby sama próbowała odrzucić od siebie racjonalność swoich słów.
- Byłem przy tobie praktycznie od urodzenia, a nie dałaś mi nigdy nawet malutkiej szansy. Nigdy nie zauważyłaś, że ten debil, który chodzi za tobą krok w krok jest po prostu zakochany? - wyrzucił z siebie, próbując powstrzymać się od łez, do których zmuszało go poczucie beznadziejności. - Nie, ty zawsze miałaś tego debila za zwykłego przyjaciela, niegodnego twojego serca. - odpowiedział sam sobie, próbując podnieść się z ziemi. Próba jednak szybko zakończyła się upadkiem, przy uprzednim strąceniu renesansowego wazonu.
- To nie jest prawda, dobrze o tym wiesz! - zaprzeczyła zdecydowanie. - Nigdy nie byłeś dla mnie tylko przyjacielem. - uklękła obok niego, próbując powstrzymać krew, która wolnym strumieniem ociekała po jego rannej twarzy. - Powinieneś się położyć, Cris. - westchnęła cicho. Chciała pomóc mężczyźnie wstać, lecz ten jedynie odetchnął ją na bok, a sam skierował wzrok w przeciwnym kierunku.
- Jednak nigdy nie byłem też tak dobry, by być kimś więcej. - wywnioskował, sięgając ostatkiem sił po butelkę wódki, obok której szczęśliwym trafem wylądował. Chciał zatopić w niej smutki, resztki świadomości, wszystko.
- Jesteś kompletnie nietrzeźwy, zachowajmy tą rozmowę na późniejszy czas. - poprosiła, kładąc dłoń na butelce alkoholu. - Już ci wystarczy, oddaj to. - dodała z troską, która tak bardzo denerwowała Portugalczyka.
- Widać musiałem się napić, żeby zrozumieć kilka rzeczy. - prychnął śmiechem, próbując otworzyć pożądany przedmiot. Alkohol i złość zdecydowanie mu tego nie ułatwiały.
- Albo, żeby zgłupieć do reszty. - mruknęła, wyrywając mu przedmiot. Był zbyt słaby, by protestować. Jedynie spojrzał na nią tym swoim wzrokiem. Wzrokiem pełnym pretensji. Po chwili jednak podniósł się na łokciach i położył swoją dłoń na jej udach,
- Shan.. - zaczął szeptem. - Kochaj się ze mną, on nie musi wiedzieć o niczym. - dokończył, przykładają głowę do jej brzucha. Nie chciał patrzeć w jej oczy, chyba nawet nie umiał. Chciał jedynie mieć choć kawałek jej miłości, choć mały fragmencik.
- Twoje słowa są jedynie skutkiem ubocznym etanolu, masz Irinę, Cristiano..
- To tylko głupi seks, co ci zależy? - przerwał jej, mówiąc słowa, które były kompletnym zaprzeczeniem jego uczuć. Spojrzał w jej zdziwione oczy, jakby próbując swoim kamiennym wyrazem twarzy potwierdzić prawdziwość swoich kłamstw.
- Nie chcę być powodem, dla którego twoje życie zmieniłoby się w jakąś nieudolną farsę. - usłyszał z jej ust.
- Więc bądź powodem, dzięki któremu moje życie nabrałoby barw. - odpowiedział bez namysłu, chcąc zbliżyć się do jej twarzy. Sił jednak wciąż mu brakowało. Jedynie musnął dłonią jej zimny policzek, jakby próbując przeprosić za swoje istnienie.
- Jeśli on by się dowiedział.. - zawahała się przez chwilę. - Cristiano, ty go nie znasz. - w jej oczach łatwo było odczytać strach. Strach, który powodował u mężczyzny jedynie wściekłość.
- Nawet nie chciałbym go poznawać. - wycedził przez zęby. - Shanti, czy on kiedykolwiek zrobił coś..
- Nie. - przerwała mu natychmiast. - Nigdy nie zrobił nic, co byłoby złe. - wyjaśniła stanowczym tonem. Piłkarz poczuł jeszcze większą wściekłość, widziała to. Zbliżyła się do jego ust, próbując przekupić go jednym, tak bardzo pożądanym przez niego gestem. Pocałowała go delikatnie, z każdym ruchem przemieniając czułość w coraz bardziej namiętną. Smak jego ust rozbudził miliony uczuć, które tak skrycie chowała na dnie swojego serca. Chciała wciąż więcej, bardziej. Wiedziała jednak, że to skończyłoby się czymś, do czego nie mogła dopuścić. Odsunęła się od niego, widząc na jego twarzy jedynie zaskoczenie.
- On ma twoje serce, ma wszystko. Skarbie, podaruj mi choć tyle. Nie będziesz żałowała, obiecuję.. - błagał, próbując chwycić jej dłoń. Ona jednak szybko wstała z ziemi, chcąc zachować jak największy dystans.
- Cristiano, nawet nie wiesz, jak wiele mnie należy tylko do ciebie. - powiedziała szeptem, oddalając się od niego coraz bardziej.
- Shan, nie zostawiaj mnie.. - rozpaczał, próbując zatrzymać ją tutaj - przy sobie. Nie miał siły nawet by wstać, lecz jego myśli biegły w kierunku drzwi. Drzwi, które właśnie otworzyła. Biegły w stronę jej uśmiechu, który podarowała mu zanim zniknęła.
- Moje myśli zawsze są przy tobie, kochany. - usłyszał z jej ust, lecz odpowiedzieć już nie zdołał. Dziewczyna zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Tak, jakby to wszystko było jedynie nierealnym wyobrażeniem, spowodowanym przez procentowy trunek. A może rzeczywiście tak było? Nie był w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ułożył głowę na miękkim dywanie, czując, jak łzy płyną wzdłuż jego twarzy.

Zgrabna blondynka szła ulicami mokrego Madrytu. Mokrego tak samo, jak jej policzek i chaotycznego, jak jej serce. Szła i myślała nad wszystkim, co dziś miało miejsce. Wciąż była w kompletnej rozsypce, gdy myślała o swoim przyjacielu z dzieciństwa. Nie była w stanie stwierdzić, co takiego w sobie miał, co takiego sprawiało, że podejmowała tak głupie decyzje. W końcu znalazła się w przyjemnym parku. Nie znała jego nazwy, lecz czuła, że musiał być bardzo stary. Usiadła na ławeczce, słuchając przyjemnego szumu wiekowych drzew. Choć na chwilę na jej twarzy zagościł uśmiech. Zawsze uwielbiała takie miejsca. Mogła w nich zapomnieć o całym świecie, odpłynąć w świat fantazji. Jednak nagle obok niej pojawiła się nieznana postać. Jakby nigdy nic usiadła obok dziewczyny, chowając swoje dłonie w obszernym płaszczu. Portugalka była pewna, że nie zna kobiety, lecz ta zachowywała się, jakby wiedziała o niej wszystko. Bił od niej dziwny chłód, który wywoływał dreszcze na drobnym ciele młodej matki.
- W końcu się spotykamy. - zaczęła z obcym akcentem, patrząc przed siebie.
- A mogę zapytać czemu zawdzięczam tą przyjemność? - prychnęła śmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- Wiesz, co w moim kraju robią z takimi małymi zdzirami, jak ty? - zapytała z przekąsem, wydymając swoje olbrzymie ust z gracją ryby rozdymki.  - Nie wiesz, bo giną w tak szybki sposób, że nikt nie zaprząta sobie umysłu pamięcią o nich. - dokończyła, świdrując twarz blondynki swoimi ogromnymi oczami.
- A wiesz, co w moim kraju mówią do takich, jak ty? - pozdrowiła ją środkowym palcem, wstając z miejsca. Nie miała najmniejszej ochoty przebywać z dziwną nieznajomą. Ta jednak szybko chwyciła jej dłoń, próbując zatrzymać dziewczynę w miejscu. Dopiero wtedy Portugalka miała możliwość lepszego przyjrzenia się tajemniczej postaci. W jej głowie szybko zaświeciło się jedno imię. Imię, którym gardziła z całego serca.
- Jeszcze się na nim przejedziesz, zobaczysz. - wygłosiła posiadaczka wielkich ust, tryskając pewnością siebie, niczym wyrocznia egipska.
- To teraz mnie posłuchaj, bo mam dla ciebie dwie super rady. - uśmiechnęła się złośliwie, jednym szybkim ruchem uwalniając się z uścisku kobiety. - Po pierwsze, jednak stosuj więcej makijażu, bo wyglądasz szkaradnie. A po drugie, uważaj, bo to on się przejedzie, ale po tobie w sądzie. - warknęła, odchodząc w kierunku, z którego przyszła.
- Pozdrów Xaviego! - krzyknęła Rosjanka, śmiejąc się szelmowsko. Te słowa podziałały na blondynkę, jak płachta na byka. Zatrzymała się w miejscu, próbując wyprzeć z myśli chęć wyrzucenia modelki do pobliskiej rzeki. Kobieta jednak nie zamierzała jej tego ułatwić. Stanęła obok niej, wyjmując z kieszeni kopertę. - Jeśli nie zostawisz Cristiano w spokoju te wszystkie zdjęcia trafią do prasy. A my przecież tego bardzo nie chcemy, prawda? - zakipła, wręczając blondynce stos fotografii. - W końcu kochany Cristianek mógłby stracić reputację, karierę.. wszystko. - roześmiała się, poprawiając swój olbrzymi płaszcz.
- Jeśli myślisz, że możesz nas szantażować to mylisz się, ruska szelmo! - wrzasnęła, zaciskając mocno swoją pięść.
- Nie myślę, że mogę to robić. Kochana, ja to właśnie zrobiłam. - odparła ze stoickim spokojem. - Hmm, no to ate logo*? Tak, ate logo, Shanti. - dorzuciła, odchodząc z dumną miną.
Blondynka wciąż nie mogła uwierzyć w tupet modelki. Usiadła na swojej ławce, otwierając ostrożnie kopertę. Wypadły z niej dziesiątki zdjęć, każde gorsze od poprzedniego. Był ma nich Cristiano z różnymi kobietami w dość intymnych sytuacjach. Łzy same wypełniły oczy dziewczyny. Nie mogła uwierzyć w zachowanie przyjaciela. To zdecydowanie nie był ten Cristiano, jakiego znała. Jednak jeszcze większą złość powodowało w niej zachowanie Rosjanki. Wiedziała już, że to wyrachowana i podła kreatura. 
- Jeszcze wbiję ci widelec w ten rosyjski, fałszywy pysk. - przysięgła sama sobie, zgniatając jedno ze zdjęć. 

Po przystąpieniu progu pokoju hotelowego, dziewczynę powitał zapach francuskich rogalików i świeżych kwiatów. Szybko dostrzegła swojego narzeczonego, który z uśmiechem spoczywał na skórzanej kanapie. Podszedł do niej rozpromieniony, jak nigdy i uściskał ją mocno. Poczuła jego perfumy - męskie i intensywne. Kiedyś przyprawiały ją o zawał serca, lecz teraz w jej sercu królowała jedynie obojętność.
- Kochanie, gdzieś byłaś? - odebrał od niej cienutki płaszcz. - Xavier jest u jakiegoś wujka. Wiem, bo wysłał ci sms'a, więc nie kłam. - dodał, natychmiast zmieniając wyraz twarzy na coraz bardziej ponury.
- Czytasz moje sms'y? Kto ci na to pozwolił? - warknęła, odsuwając się od niego. Podeszła do okna, jakby chcąc ukoić zmysły widokiem cudownego parku, jaki rozciągał się na przeciw budynku.
- Jesteśmy prawie małżeństwem, nie powinno cię to w ogóle dziwić. - stwierdził, obejmując ją od tyłu w tali. Ułożył głowę na jej ramieniu, składając delikatny pocałunek na jej bladej szyi.
- Ach, czyli teraz to ma się opierać na inwigilacji? - prychnęła śmiechem, patrząc w daleki punkt na horyzoncie. - Sądziłam, że związek to jednak coś diametralnie odmiennego. - dokończyła ze smutkiem.
- Shanti, ufam ci, ale ten zasrany piłkarzyna..
- Mówisz o moim przyjacielu i ojcu mojego syna, więc uważniej dobieraj słowa. - ostrzegła, odsuwając się od coraz bardziej wściekłego Francuza.
- Czyli teraz będziesz go bronić? - mruknął pod nosem, kiwając głową na boki. - Takim ludziom nie warto ufać. - ogłosił po chwili.
- Odezwał się święty! - prychnęła śmiechem, chwytając z kanapy swój płaszcz. Ubrała go w pośpiechu, choć jak najszybciej znaleźć się w neutralnym miejscu. Zanim jednak dotarła do drzwi, poczuła dłoń mężczyzny, która trzymała mocno jej nadgarstek.
- Shanti, nie wywlekaj przeszłości. Te napady to głupie, dziecinne zabawy, przecież ci tłumaczyłem! - wrzasnął, dając upust swoim emocjom.
- 4 napady na bank to kryminał, a nie zabawa. Gdyby nie to, że wsypałeś przyjaciół siedziałbyś razem z nim!
- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało. - stwierdził z ironicznym uśmiechem, patrząc prosto w jej zielone oczy.
- Ale widać zaczęło mi przeszkadzać. - wyrwała mu się szybkim ruchem, by następnie ze spokojem poprawić rękaw płaszcza, który dzięki mężczyźnie był kompletnie pogięty. - Xavier jest synem Cristiano i radzę ci się do tego przyzwyczaić. - dodała, naciskając złotą klamkę. - Wrócę późno, nie czekaj na mnie. - rzuciła z obojętnością, zatrzaskując za sobą drzwi.

__________________

* ate logo - do zobaczenia w języku portugalskim. 

Straszny David, straszna Irina.. cóż z tego wyniknie? :D
Jednocześnie chcę zaznaczyć, że Irina Shayk jest jedną z osób, które od zawsze darzyłam dużym szacunkiem, a jej zachowanie w moim opowiadaniu nie ma nic wspólnego z moimi poglądami o niej. To czysta fikcja, zero złośliwości.
Miłego czytania xo

sobota, 8 marca 2014

Jedenasty

Kilka dni później.
Biel koronkowej sukni przystrajała blade ciało zgrabnej blondynki. O ile skrawek materiału sięgający ledwie do połowy uda można było nazwać suknią.  Wszyscy dookoła przypatrywali się jej w zdumieniu, lecz ona sama zadowolona zdecydowanie nie była. Ciągle marudziła pod nosem, wyklinając szczególnie jedno imię, a więc Cristiano. To właśnie dzięki geniuszowi piłkarza miała na sobie pół tony tapety, 15 cm szpilki i dziwną fryzurę gratis.
- Bosko! - obwieścił mężczyzna, patrząc na swoje dzieło ze łzami wzruszenia w oczach.
- Ja cię chyba zabiję. - mruknęła pod nosem, wciąż stojąc na stole, jak nakazał jej dzisiejszy stylista.
- Będziesz cudowną modelką, zobaczysz. - machnął ręką, kompletnie lekceważąc złość dziewczyny. Miał w końcu ważniejsze zdanie. Przejął od Xaviera aparat fotograficzny i niczym zawodowy fotograf zabrał się za dokumentowanie cudownej przemiany.
- Naprawdę musiałeś zniszczyć mi tamtą pracę? - rzuciła z wyrzutem, opierając ręce na biodrach.
- Zrobiłem to dla twojego dobra, to bardzo podejrzane miejsce. - stwierdził, obchodząc dziewczynę z każdej możliwej strony, w celu uzyskania najlepszych ujęć.
- Nie, ja cię jednak zabiję. - warknęła, szybkim ruchem wyrywając mu aparat. - Może wystarczy już tego pajacowania?! - dodała ze złością, tupiąc nogą.
- Racja, mam już dość fotek. - wyszczerzł dumnie wszystkie swoje zęby. - Chodźmy, bo jesteśmy umówieni za pół godziny, a Testino nie lubi czekać. - chwycił swój telefon, łapiąc dłoń dziewczyny, by zmusić ją do opuszczenia domu.
- Xavi, tylko uważaj na siebie i pamiętaj, żeby..
- Będę pamiętał, bawcie się dobrze! - przerwał jej rozbawiony nastolatek. Przez pół dnia chodził z uśmiechem na ustach dzięki akcjom, jakie zafundował mu 'ojciec'. Junior zachowywał się identycznie. Leżał na kanapie obok swojego nowego kolegi i prawie wił się ze śmiechu, obserwując poczynania Cristiano. Wszyscy byli zadowoleni, lecz dziewczynie nadal nie było do śmiechu. Została usadzona w czerwonym aucie i zmuszona do podróży ku nowej, jakże 'pasjonującej' karierze. Najgorsze było to, że nikt nawet nie pytał jej o zgodę. Cristiano sobie coś wymyślił, Xavi podchwycił, a ona musiała siedzieć i wdychać smród miliona perfum. W ten oto sposób została poskromiona przez dwóch Aveiro.
Na miejsce spotkania dotarli nieco spóźnieni, lecz biorąc pod uwagę madryckie korki, był to całkiem niezły wynik. Cristiano od razu pognał do swojego przyjaciela, nawet nie czekając na Shanti. Zachowywał się tak, jakby właśnie otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza w dziejach. Dziewczyna była zdecydowanie bardziej spokojna. Szła powoli korytarzami ogromnego studia fotograficznego, szukając odpowiednich drzwi. Miejsce to wyglądało bardzo profesjonalnie, a zdjęcia na ścianach prezentowały się niesamowicie. Były na nich wszystkie modelki, które tylko znała. Zatrzymała się na jednak obok tylko jednego z nich. Była na nich Irina w całej swojej okazałości. Nie miała na sobie zbyt wiele, lecz mimo to nie można było odmówić jej elegancji. 
- Co ja tu robię? - zapytała sama siebie, lustrując każdy fragment wysportowanego ciała modelki. Była coraz bardziej upewniona przy stanowisku, że ta praca zdecydowanie nie jest dla niej. Nigdy nie była typem modelki. Była zbyt niska, zapewne za gruba, kompletnie niefotogieniczna. Była całkowitym przeciwieństwem boskiej Iriny Shayk. 
- O, tutaj jest! - usłyszała za plecami głos rozentuzjamowanego Cristiano. Razem z nim pojawił się starszy, bardzo elegancki mężczyzna.
- Mario Testino, miło mi. - przedstawił się chłodnym tonem. Dziewczyna wciąż czuła jego wzrok. Zapewne modelki były przyzwyczajone do takich spojrzeń, lecz ona zdecydowanie nie czuła się komfortowo, gdy jakiś staruch gapił się w jej piersi, śliniąc się niczym młody doberman.
- Szefie, zaraz zaczynamy, więc musimy przygotować ich do sesji. - wtrąciła niska Japonka, zapewne asystentka fotografa, która pojawiła się niewiadomo skąd.
- Przepraszam, a z kim niby mam pozować? - oburzyła się blondynka.
- Ze mną oczywiście, kochanie. - piłkarz wyszeptał jej wprost do ucha, wciąż szczerząc się wesoło.
- Czy naprawdę nie ma w tym kraju innych facetów?! - prychnęła śmiechem. - Na przykład tamten! - dodała rozpaczliwie, wskazując palcem grubego faceta, który pchał wózek ze środkami czystości.
- Widzę, że macie jakiś konflikt, ale to jest praca i tutaj panuje zupełny profesjonalizm, więc musicie zakopać topór wojenny i skupić się na uzyskaniu dobrych efektów. - rzucił pod nosem mistrz aparatu. - Margaret, trzeba ich ucharakteryzować. - zwrócił się do Japonki, by następnie odejść w nieznanym kierunku.
- Ty mi to robisz specjalnie. - blondynka warknęła w stronę piłkarza, stojąc kilka centymetrów przed nim. Ten jednak ani myślał przejąć się jej słowami. Bezczelnie chwycił ją w tali i przyciągnął do siebie swoim silnym ramieniem. Spojrzał w jej oczy swoim czekoladowym wzrokiem, jakby próbując zaczarować ją swoim urokiem.
- Shan, przestań chociaż raz narzekać i krytykować wszystko dookoła, jesteś nieznośna. - mruknął cichym głosem, schodząc swoją ręką coraz niżej.
- Ale jednak wciąż się na mnie gapisz. - stwierdziła z przekąsem, robiąc zdecydowany krok w tył, by uwolnić się od uścisku mężczyzny.
- Bo znam cię na tyle, żeby wiedzieć, że też tego chcesz. - jednym szybkim ruchem przyparł ją do ściany, uniemożliwiając poruszenie się. Czuła na sobie jego namiętny wzrok, gorący oddech, który rozlewał się po jej ciele, działając na wszystkie zmysły. Jej serce pragnęło więcej i właśnie to przerażało młodą dziewczynę najbardziej. Przymknęła na chwilę swoje duże oczy, rozkoszując się dotykiem mężczyzny, który z jej ud przenosił się wzdłuż całego ciała. Jego miękkie wargi składały pocałunki na jej wilgotnym dekolcie, ze starannością pieszcząc każdy fragment jej filigranowego ciała. Szybko dotarły do jej ust, o które dbały z jeszcze większą starannością.
- Cristiano, przestań.. - wyszeptała ostatkiem sił, opierając się jedynie na silnych ramionach Portugalczyka.
- Wiem, że tego pragniesz, Shan.. - powtórzył pewny siebie, prawie nie odrywając się od jej ust. Był coraz bardziej nachalny, jakby jej ciało było jego własnością. Jednak zamiast delikatności i namiętności otrzymał cios w policzek. Momentalnie odsunął się od dziewczyny, wciąż nie mogąc zrozumieć, co jej zachowanie miało znaczyć.
- Naprawda, nie znasz mnie w ogóle! Mam narzeczonego i jego kocham. - rzuciła wściekła, poprawiając ramiączko sukienki.
- Tego Davida? Tego francuzika? - prychnął śmiechem. - Shan, ten facet nie jest wart niczego! Zwykły frajer bez grosza przy duszy.
- Nie tobie to oceniać, nowobogacki debilu! - wrzasnęła, kompletnie nie zwracając uwagi na asystentkę Mario, która obserwowała ich od dobrych kilku minut.
- Musimy zaczynać. - przypomniała zniecierpliwiona Japonka.
- Powiedz szefowi, że mam coś ważnego do załatwienia. Niech zrobi zdjęcia, a moją część dogramy później. - warknął pod nosem, by następnie odejść szybkim krokiem w stronę wyjścia. Zostawił dziewczynę samą. Samą, kompletnie zdezorientowaną i zmęczoną wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni.
- Przepraszam za niego, normalnie jest bardziej przystępny. - uśmiechnęła się lekko, próbując zatuszować ból, jaki dominował w jej sercu.
- Tak, w telewizji wyglądał na o wiele bardziej miłego. - odpowiedziała zmieszana. - Chodźmy zrobić zdjęcia. - dodała serdecznym tonem, otwierając duże, metalowe drzwi.
- Chodźmy. - przytaknęła Japonce, rzucając jeszcze jedno tęskne spojrzenie w stronę wyjścia. Mężczyzny jednak dawno już tam nie było.

Dwóch chłopców toczyło właśnie zacięty mecz na konsoli. Gorzkie słowa, chipsy i hektolitry coli były tu na porządku dziennym. Żaden nie miał zamiaru ustąpić drugiemu, więc gra była jak najbardziej zacięta. Byli tak zaaferowani ekranem telewizora, że przez dobre 10 minut nie zwrócili uwagi na uporczywego gościa, który walił do drzwi willi. W końcu jednak runda się zakończyła, a jeden z nich postanowił dowiedzieć się kto jest owym szkodnikiem.
- Junior, zaraz wracam, poczekaj na mnie. - mruknął pod nosem, zmierzając w stronę drzwi. Już miał je otworzyć, lecz zatrzymał go głos przedszkolaka.
- A co jeśli to jakieś niebezpieczny morderca, który tylko czeka na nasze głowy?! - zaczął cieniutkim głosem, głośno przełykając ślinę.
- Nigdy nie już nie będę puszczał ci Piły. - przyrzekł sam sobie, próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Zginiemy! Zginiemy! - panikował młody Cristiano, nerwowo chodząc po pokoju.
- To był tylko film, przestań robić raban, no młody! - upomniał go Xavier. Chłopiec delikatnie skinął głową, ustawiając się za starszym ze Złotym Butem ojca w ręku.
- To tak na wszelki wypadek. - uśmiechnął się niewinnie, widząc groźną minę towarzysza. Ten jednak jedynie pokiwał głową na boki, otwierając masywne drzwi. Ledwo zdążył wykonać tą czynność do końca, a Junior już wyrwał się do przodu niczym zawodowy sprinter i wymierzył jednemu z przybyszów cios w kolano statuetką, którą trzymał w ręku, by następnie uciec z krzykiem w głąb mieszkania.
- Ku*wa, złamał mi nogę! - wrzeszczał nieznany osobnik. Dwóch jego towarzyszy za to opierało się o ścianę, śmiejąc się w głos. Nastolatek szybko poznał w nich swoich idoli, piłkarzy Realu Madrid. Nie wyglądali tak majestatycznie jak w telewizji, lecz bez wątpienia byli to oni.
- Bo my.. bo ja.. jesteśmy ubezpieczeni! - palnął, kompletnie nie wiedząc, jak zareagować.
- Kim ty jesteś w ogóle? - zaciekawił się ranny osobnik, roztaczając lamenty nad swoim kolanem.
- Xavi, mieszkam tu od niedawna. - wyjaśnił szybko, zapraszając kolegów ojca do środka. Ci natychmiast skorzystali z zaproszenia, nie zwracając nawet uwagi na brud, który nanieśli do środka. Rozeszli się po domu, niczym po swojej własności, oceniając jego zawartość z powagą i zaangażowaniem sanepidu.
- Cristiano chyba imprezował bez nas. - wywnioskował naburmuszony blondyn.
- To już jest chamstwo! My chcemy dobrze, a ten nawet nas nie zaprosi i jeszcze jakiś obcych sobie do domu sprowadza. - wymamrotał ranny, rozsiadając się na zaśmieconej kanapie.
- A może on jest pedofilem?! No wiesz, tylko się ostatnio o tym słyszy.. - przeraził się trzeci.
- Ja tu jestem. - przypomniał o sobie poirytowany nastolatek. Piłkarze spojrzeli na siebie dziwnym wzrokiem, jakby próbując ustalić wersję wydarzeń. Żaden z nich nie wiedział, co powinien zrobić. Kręcili się w miejscu, niczym dzieci we mgle, którym dodatkowo ktoś zabrał ulubione zabawki.
- Jestem Sergio! - nagle wypalił rozpromieniony blondyn, ściskając mocno dłoń chłopca.
- A mi mów wujek Marcelo! - dodał kolejny, podążając tokiem rozumowania pierwszego.
- Pepe. - mruknął ostatni, wciąż rozpaczając nad swoją nogą.
- To zaszczyt poznać przyjaciół mojego oj.. znaczy się wujka. - odparł Xavier, wciąż nie mogąc przestać się uśmiechać. Każdy z mężczyzn był dla niego wielkim autorytetem. Miał ich zdjęcia na ścianach pokoju, ich koszulki nosił na treningach. Spotkanie ich wydawało mu się czym magicznym, niepowtarzalnym. Zapewne zaraz rzuciłby się im na szyję, gdyby nie pojawienie się Ronaldo. Wparował do domu z bukietem czerwonych róż, który prawie przerastał go całego. Nawet kompletny psychologiczny laik rozpoznałby, że z owym osobnikiem trzeba dziś było postępować nadwyraz ostrożnie, gdyż każda prowokacja mogła zakończyć się katastrofą na miarę końca świata.
- A wy tu czego? - fuknął w stronę przyjaciół, stawiając kwiaty na stole.
- Chcieliśmy poprawić ci humor, jako prawdziwi przyjaciele, ale ty nam nawet nie raczysz powiedzieć o istotnych sprawach, więc oficjalnie wyrzekamy się ciebie, jako członka naszej elitarnej społeczności! - wygłosił Kepler, który wciąż był zły za brak poinformowania o imprezie w domu mężczyzny. 
- Ależ wybacz mi, królu, że nie rozgłosiłem jeszcze całemu światu, że mam nastoletniego syna. - prychnął śmiechem, idąc po wodę do swojego zakupu.
- Czyli, że ty i Xavier.. wy jesteście.. wy razem.. - zająknął się kompletnie zaszokowany Marcelo.
- Kiedy ty żeś sobie go zrobił?! - swoje 3 grosze dorzucił Sergio, obchodząc chłopca z każdej możliwej strony.
- On sobie z was robi żarty, idioci. Przecież musiałby mieć jakieś 13 lat. Rucha wszystko, co popadnie, ale już nie przesadzajmy. - wtrącił Kepler, kładąc swoją ranną nogę na stole.
- Miałem 16 i jeżeli masz coś jeszcze do powiedzenia o moim życiu seksualnym, zapewne wiesz gdzie w tym domu znajduje się taki magiczny przedmiot, który potocznie zwiemy drzwiami. - warknął do kolegi z drużyny, ostrożnie umieszczając kwiaty w wazonie.
- A ja bardzo chętnie posłucham, tatusiu. - nastolatek uśmiechnął się niewinnie, obserwując wszystko z boku.
- Xavi, może chcesz kupić sobie jakieś gry? Albo samochód sportowy? - zaproponował, chcąc uniknąć niezręcznego tematu. Chłopiec jednak ani myślał nigdzie iść. Charakter w końcu odziedziczył zdecydowanie po swoim ojcu.
- To dla mamy? - zaciekawił się krwistymi różami, które wypełniały pomieszczenie przyjaznym zapachem.
- Tak, chciałem ją przeprosić za.. zresztą, nieważne. - odburknął, poprawiając swój zakup, by wyglądał najlepiej, jak to tylko możliwe.
- Lubi takie, zawsze lubiła. - uśmiechnął się delikatnie do swojego ojca.
- Właśnie taką miałem nadzieję. - odparł cichym głosem, w duchu ciesząc się jak małe dziecko. W jego sercu na nowo zapłonął płomień nadziei. Nadziei, która była dla niego najważniejsza. Właśnie ona dawała mu siłę do podjęcia tak ważnej decyzji, wypełniała jego umysł, skłaniając do rzeczy, które nigdy nie leżały w jego naturze.
- Cristiano, zawsze możesz na nas liczyć, pamiętaj o tym. - usłyszał za plecami głos skruszonego Keplera. Nawet jemu było głupio za wszystko, co dziś powiedział, nie licząc nawet pozostałej dwójki, która była w jeszcze gorszym nastroju.
- Nie, to ja przepraszam, ostatnio zachowywałem się kiepsko. - przyznał, opadając na miękką kanapę.
- Mogłeś nam powiedzieć, przecież byśmy ci pomogli, wspierali cię w tym wszystkim. - zapewnił Marcelo.
- Królewscy zawsze trzymają się razem, pamiętasz? - dodał Sergio, ukazując swój uśmiech, których zarezerwowany był jedynie dla najważniejszych osób w jego sercu. Oczywiście nie licząc prostytutek i urzędników skarbowych, których udobruchanie było dla Hiszpana rzeczą bezcenną.
- A poza tym dobrze, że jednak nie jesteś tym pedofilem, bo byłoby mi bardzo smutno, gdybym musiał zakopać twoją głowę w rabatce Sergio. - dorzucił wzruszony Brazylijczyk, wpadając w ramiona swojego najlepszego przyjaciela. Biedny piłkarz wychliptał morze łez, dusząc Cristiano swoimi długimi łapskami.
- Od moich petuni precz! Pilar je tak bardzo lubiła.. - blondyn uniósł głowę ku sufitowi, wyklinając najwyższego za stworzenie boskiego Diego, który rozkochał w sobie ową niewiastę.
- Xavi, a może chcesz dziś wieczorem poznać lepiej swoich wujków? Byłoby tak cudownie! - rozmarzył się Marcelo, odwracając na chwilę nos od mokrego już rękawa Portugalczyka.
- No, zbierzemy go do tego super klubu ze strip.. - nakręcił się Sergio, lecz szybko doprowadził się do porządku, widząc minę ojca chłopca. - Nauczymy go bardzo cennych umiejętności, które zaprocentują w jego przyszłym życiu. - posłał mężczyźnie uśmiech z serii "przecież to, co złego na pewno nie ja ".
- Już sobie wyobrażam, co to za wielce przydatne umiejętności. - prychnął śmiechem, odsuwając się byleby dalej od Marcelo, który na dobre wydał wyrok śmierci dla jego biednej koszuli.
- Cristiano, mama na pewno byłaby zadowolona. W końcu kazała mi w końcu znaleźć sobie jakieś zajęcie i trzymać się z dala od wszystkiego w tym domu, co można uszkodzić. No dalej niż u wujków to już się nie da! - wywnioskował Xavi, już myślami będąc na imprezie swojego życia, pośród pięknych kobiet i wszelkiego rodzaju dobrobytu.
- Dobra, możecie go odstawić jutro, ale jeśli stanie się coś złego i Shan będzie chciała uciąć mi głowę to..
- Szukać jej u Sergio? - zaciekawił się Marcelo, przerywając Cristiano jego porywający monolog o moralności i skutkach niesubordynacji.
- Wara od moich petuni! - wydarł się rozgoryczony blondyn, którego znów zalała fala wspomnień.
- Boże, ja chyba zwariowałem, że daję wam swoje dziecko. - trafnie podsumował Cristiano, trzymając się za swoją nażelowaną do potęgi głowę.

W tym samym czasie dziewczyna została zmuszona do wyginania swojego ciała w kompletnie nienaturalnych pozach. Na nosie miała mnóstwo pudru, który sprawiał, że wciąż miała ochotę kichać, lecz ze swojego zadania wywiązywała się nadzwyczaj dzielnie. Może było to spowodowane złością, spowodowaną przez wybryki Cristiano, a może radością, która zagościła w jej sercu, gdy dostrzegła czek za wykonanie tej sesji. Jednakże pewne było, że pomimo wcześniejszych niechęci bawiła się niespodziewanie dobrze.
- Bella, cudownie! - powtarzał mistrz aparatu, uwieczniając każdy jej ruch. Dziewczyna szybko zmieniała pozy, ukazując swoje liczne atuty. Początkowe skrępowanie minęło w ułamku sekundy. Czuła się coraz pewniej, piękniej.
- Irina ci do pięt nie dorota! - dorzuciła asystentka Mario, obserwując wszystko z uśmiechem na ustach.
- Czemu wcześniej nie myślałaś o modelingu? Byłabyś najcudowniejsza na świecie! - słodził jej mężczyzna, kończąc swoje zdjęcia. Spojrzał jeszcze raz do zapisanych klatek i obwieścił upragnioną przez wszystkich wiadomość. - Mamy wszystko!
- Świetna robota, naprawdę. - Japonka podała jej różowy szlafrok i zniknęła w celu wykonania swoich powinności. Blondynka wolnym krokiem skierowała się do garderoby, która mieściła się za ścianą. Mimo, że bawiła się całkiem dobrze była kompletnie wykończona. Jej jedynym marzeniem było ciepło pościeli i gorąca herbata. Otworzyła złote drzwi, lecz zamiast osób z ekipy ujrzała w pomieszczeniu jedynie złość, jaka królowa na twarzy dobrze znanego jej mężczyzny. Podeszła bliżej, jakby chcąc jakoś go udobruchać, lecz ten jedynie zrobił krok w tył, by zachować dzielący ich dystans.
- Chciałem to usłyszeć z twoich ust. - wypowiedział te słowa z niedbałością, jakby były mu kompletnie obojętne.
- David, zgubiłam telefon. Wiem, że powinnam zadzwonić i wszystko wyjaśnić, ale ostatnio tyle się wydarzyło. - mruknęła, próbując chwycić jego dłoń. On jednak zdecydowanym gestem odepchnął ją na bok, jakby chcąc wyrzucić jej obraz ze swoich myśli i serca.
- Po 3 latach związku zrywasz ze mną przez telefon. - podszedł do okna, które skrywało widok pobliskiego parku. - Myślałem, że masz do mnie choć tyle szacunku, żeby powiedzieć mi to prosto w oczy. - wyrzucił z siebie, opierając się na łokciach o granitowy parapet.
- Kochanie, o czym ty znowu mówisz? - położyła dłoń na jego plecach, próbując jakoś ukupić się w łaski przystojnego Francuza.
- O twoich smsach, o tym, jak mnie potraktowałaś. - warknął pod nosem, odwracając się szybkim ruchem w jej stronę. Spojrzał w jej zielone oczy, nawet nie próbując ukryć fali nienawiści, która opętała jego zmysły.
- Ja nie wiem nic o żadnych smsach, David.. - wydusiła z siebie, lustrując jego twarz z przerażeniem. W głowie miała milion podejrzeń, lecz wszystkie resztki rozsądku podsuwały jej jedno imię - Cristiano. Czuła, że zachowanie Francuza musi być wynikiem jego intrygi. Tylko Portugalczyk był na tyle przebiegły i bezczelny, by bez najmniejszych wyrzutów sumienia niszczyć jej życie.
- To już jest naprawdę żałosne, tak jak i ty. - ciągnął uparty Francuz, ani myśląc, by dać jej choćby szansę.
- David, kocham cię, rozumiesz?! - wykrzyczała, próbując powstrzymać łzy, które narastały w jej oczach. Zbliżyła się do niego wolnym krokiem, by następnie podpierając się na palcach, objąć jego szyję swoimi drobnymi ramionami. - Kocham cię. - powtórzyła, patrząc prosto w jego błyszczące oczy.
- Czyli te smsy.. - zawahał się przez chwilę. - Przepraszam cię, skarbie. - złożył gorący pocałunek na jej malinowych wargach, obejmując ją w tali tak mocno, jakby bał się, że zaraz ucieknie.
- Przepraszał będzie zupełnie kto inny. - zapewniła, zaciskając mocno swoją pięść. Chciała znów przyssać się do ciepłych warg ukochanego, lecz ten odsunął ją na bok, jakby zwiastując katastrofę.
- Xavi tym razem przesadził. - wycedził przez zęby. - Ten dzieciak jest kompletnie niereformowalny. Powinnaś zostawić go u ojca, niech się męczy ze swoim syneczkiem. - wygłosił, zajmując miejsce na dużym, bogato zdobionym fotelu.
- To mój syn, nie masz prawa tak o nim mówić! - wydarła się na niego, kompletnie nie zważając na konsekwencje.
- A on ma nam prawo niszczyć życie?! - oburzył się mężczyzna. Wstał z miejsca, szybko kładąc dłonie na policzkach dziewczyny. - Shanti, nie pozwól mu odebrać sobie szczęścia, proszę.. - dodał czułym tonem, chcąc przekonać ją do swojego stanowiska.
- To on mi daje szczęście, a jeśli nie umiesz tego zrozumieć to chyba powinieneś..
- Dobrze już, dobrze! - przerwał jej szybko. - Jeśli tego właśnie pragniesz. - mruknął, zbliżając usta do jej bladej szyi.
- Kocham Xaviera nad życie, musisz to zaakceptować. - przymknęła oczy, oddając się jego czułością. Cała złość uciekła gdzieś w ułamku sekundy, pozostawiając jedynie naiwną wiarę w słowa ukochanego.
- No przecież z domu gówniarza nie wyrzucam. - prychnął śmiechem, mówiąc te słowa w swoim ojczystym języku, by na pewno ich nie zrozumiała. - Już będzie dobrze, zobaczysz. - dodał, powracając do angielskiego, a dłonią błądząc gdzieś po jej plecach.

Odstawiony niczym na galę Fifa piłkarz szedł korytarzem studia filmowego. W ręku miał bukiet czerwonych róż. W samochodzie było ich jeszcze więcej, a w domu drugie tyle. Nie sądził, że głupie badyle sprawią, że wszystko, co powiedział stanie się przeszłością, lecz był zdecydowany przepraszać do skutku. Upór był jedną z jego najgorszych, a zarazem najbardziej wartościowych cech charakteru. Nie był przyzwyczajony do mówienia o swoich błędach, lecz dziewczyna była wyjątkiem. Zamówił stolik w najlepszej restauracji, w głowie ułożony miał monolog ze słowami skruchy. Wszystko tylko po to, żeby było choć trochę inaczej, lepiej. Zależało mu na tej drobnej istocie i był zdeterminowany w końcu jakoś jej to uświadomić, choćby małymi czynami. Otworzył drzwi do garderoby blondynki, lecz widok, który go powitał natychmiast zabił wszystkie pozytywne uczucia w jego sercu. Zabił i pogrzebał gdzieś bardzo daleko pośród morza nienawiści.
- Widzę, że bawicie się bardzo dobrze. - pokręcił głową, wciąż nie mogąc wybaczyć sobie swojej głupoty.
- Cristiano, to naprawdę nie tak, jak myślisz. - wyrzuciła z siebie, odsuwając się od narzeczonego. Sama nie wiedziała czemu zaczyna się tłumaczyć, przecież nie robiła nic, co byłoby złe. Umysł mówił jej, że czyni dobrze, ale to właśnie serce poczuła ogromne ukucie, to ono było kompletnie zaszokowane.
- Shanti, nie musimy się tłumaczyć temu zasranemu piłkarzynie. - warknał naburmuszony Francuz. - Lepiej spadaj układać włosy. - dorzucił, mierząc mężczyznę wzrokiem pełnym pogardy. Czuł, że jest kimś lepszym, nie miał zamiaru tolerować ojca Xavier, a więc konkurencji.
- Shan, to jest twój wybór? Spłukany do reszty recydywista? - zakipł, opierając się o framugę drzwi. Szybko jednak pożałował swoich słów, czując jak pięść Francuza sprowadza go na podłogę. Ból był ogromny, lecz zdecydowanie mniejszy od złości, jaką swoimi zachowanie wywołał u mężczyzny narzeczony Shanti. Napastnik otarł mokry od krwi policzek, widząc obok siebie przerażoną dziewczynę.
- Wszystko dobrze? - zapytała cichym głosem, dotykając delikatnie twarzy mężczyzny. Czuła się winna temu, co właśnie się stało. Bała się o swojego przyjaciela z dzieciństwa. Jego oko nie wyglądało najlepiej, a grymas bólu na ustach mężczyzny dodawał sprawie dramatyzmu.
- Shanti, idziemy. - rozkazał Francuz, chwytając mocno jej nadgarstek. Tak bardzo chciała zostać przy Cristiano, pomóc mu w jakikolwiek sposób, lecz nie miała odwagi, by powiedzieć choćby słowo. Spełniła prośbę mężczyzny, czując coraz większy ból ręki.
- Nie martw się o mnie. - usłyszała z ust Cristiano. Uśmiechnął się do niej, jakby chcąc poprawić jej nastrój, wywołać choć mały promień radości na jej przerażonej twarzy.
- Idziemy! - powtórzył hardo wściekły Francuz, ciągnąc dziewczynę za sobą.
- Cristiano, ja przepraszam.. - wydusiła z siebie, podążając za swoim narzeczonym.
- Jeszcze mnie popamiętasz, przysięgam. - rzucił Cristiano, posługując się płynnym francuskim, którego uczył się pochłonięty planami o zamieszkaniu w tym pięknym kraju.
- Nigdy jej nie dostaniesz, pajacu. - odparł w identycznym języku David, by następnie zniknąć z przerażoną i kompletnie zdezorientowaną Shanti z pola widzenia piłkarza. Mężczyzna został sam. Sam, ranny psychicznie i fizycznie. Jednak najgorszy był dla niego strach. Strach o ukochaną, która naiwnie ufała bezwzględnemu mężczyznie.

______________

Chyba ostatnio moje rozdziały są coraz gorszej jakości.. Postaram się dodać coś trochę szybciej i choć odrobinę bardziej 'zjadliwego'.
Kocham Was <3 ;*